środa, 18 maja 2016

Jak wrócić do formy?

Cześć i czołem po dłuższej przerwie! Choć pogoda nie sprzyja ładowaniu akumulatorów i motywator z niej średni, tekst obejmie zakładkę Fit World. ;) Dzisiejszy post powstaje za namową jednej z Was, młodej mamy kilkumiesięcznego maleństwa. :)


Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko jest wrócić do formy sprzed ciąży, choć nigdy w niej nie byłam. Każdy początek jest ciężki, nieważne czy spowodowany był ciążą, przetrenowaniem, czy po prostu pierwszym krokiem stawianym ku pracy nad własnym ciałem. 

Moja motywacja i chęć działania w okresie zimowym miewała się różnie; Wszyscy jesteśmy tylko i aż ludźmi! Dołki zdarzają się nawet zawodowym sportowcom, choć nie każdy się do tego przyznaje. Ten, kto otwarcie mówi o swoich słabościach, przyznaje, że są momenty, w których ma dość. Ciągłe pilnowanie się, liczenie kalorii, katorżnicze treningi nie wpływają dobrze na psychikę, nawet jeśli robi się to z pasją. Tak już jest z pracą nad samym sobą – trzeba iść schodami, a jak to w życiu bywa, czasami bezpieczniej jest się zatrzymać (a nawet cofnąć), po to by mieć siły na dalszą drogę. 

Pokażę Wam, jak wracam do formy po trudniejszym okresie. ;) 

1. Motywuję się i daję się motywować. Moim guru jest Klaudia Szczęsna, matka trójki dzieci, która każdego dnia pokazuje, że marzenia trzeba spełniać tu i teraz. „Zwykła” kobieta, która ciężką pracą i uporem zmieniła swoje życie. Spełniła swoje marzenia i dziś jest trenerką i moją największą inspiracją. Wkrótce wywiad z Klaudią! (Tak, udało się!)

2. Planuję. Jeśli wiem, że grafik na kolejny dzień będzie napięty, nie dokładam sobie wyzwań. Wiem, że będę w biegu, więc dbam o to, by mieć pod ręką wodę i coś co da mi kopa przynajmniej do czasu zaplanowanego posiłku (banan, pomarańcza, jogurt). Jeśli masz więcej czasu, zrób jadłospis na kolejny dzień. Przygotowywanie posiłków na spokojnie pozwala przeanalizować naszą dietę i daje poczucie kontroli nad sobą.

3. Nie stawiam sobie nierealnych celów. Nie porównuje się do innych. Chcę być lepszą, zdrowszą wersją siebie samej. Chcesz mieć płaski brzuch, a może six-pack? Nie neguję, w sumie nawet chwalę, bo czeka Cię wiele wyrzeczeń i wysiłku. :)  Clou polega na tym, by jasno sprecyzować cele. Nasz mózg nie rozumie komendy „Chcę schudnąć”. Sprawniej przetworzy informację „Chcę zrzucić 1 kilogram w tym miesiącu”; Cel jest skonkretyzowany, możesz kontrolować jego postęp i modyfikować drogę do niego. Mój cel na tą chwilę? Polepszyć kondycje poprzez regularne ćwiczenia kondycyjne. 

4. Wybieram zestawy ćwiczeń (lub je układam według własnego uznania), które wprawiają mnie w dobry nastrój. Lubię urozmaicenie, krótkie ale intensywne treningi. Wszystkich zachęcam do zapoznania się z Natalią Gacką, fit-pozytywną trenerką, która po ludzku podchodzi do tematu i w 20 minut wyciśnie z Was tyle, ile tylko się da. ;) Link do kanału Natalii na yt: klik


5. Odpoczywam. I ciało, i umysł potrzebuje odpoczynku. Bogatsza o nową wiedzę i doświadczenie, dziś stawiam na relaks. Nie oznacza to, że siedzę bezczynnie oglądając wszystkie odcinki „Barw szczęścia” ;). Odpowiednia ilość snu, dotleniony organizm i uspokojone myśli są sprzymierzeńcem w dążeniu do zdrowia i poprawy sylwetki (zakładam, że większość z Was to poszukiwacze tych materii). 

Mała inspiracja śniadaniowa/kolacyjna


  • Mix sałat
  • 2 jajka
  • Przyprawy (majeranek, pieprz) 
  • Sos jogurtowo-czosnkowy: jogurt naturalny, czosnek, pieprz, sok z cytryny, szczypta soli
  • Oliwa z oliwek  

Pamiętajcie, nie od razu Rzym zbudowano. Małe, pewne kroki przybliżają Was do celu. Wytrwałość to pożądana cecha, która raz wypracowana w życiu procentuje każdego dnia. Powodzenia!


sobota, 12 marca 2016

Płynne złoto Maroka

"Nie wszystko złoto, co się świeci..."
Olej arganowy stał się cennym chwytem reklamowym; Każdy producent zapewnia, że jego produkt ma cudowne właściwości - właśnie dzięki zawartości tego oleju. Nie będę rozwodzić się nad tym, jak jest w rzeczywistości (olejki arganowe bez oleju arganowego itp.) - dzisiejszy wpis poświęcę mojej ostatniej miłości - Naturalnemu Olejowi Arganowemu BIO, pochodzącemu z Maroka! 



Zainteresowałam się nim w czasach, kiedy dopadło mnie włosomaniactwo i olejowanie. Wtedy jednak górował olej jojoba, oliwa z oliwek i olej z pestek winogron; Zdecydowanie służą moim wysokoporowatym włosom. Olej arganowy na tamtą chwilę miał kilka wad, choć go nie stosowałam: olejowałam włosy często, zmieniałam mieszanki metoda prób i błędów i po prostu na takie eksperymenty wydawał mi się zwyczajnie nieopłacalny ze względu na częstotliwość stosowania i ilość zużytego oleju na włosy średniej długości (ceny od 22zł/50 ml). 

OCM - Od tego się zaczęło...


Oczarowana metodą OCM, postanowiłam 
źródło: www.etja,pl

postawić na w/w olej. Samo OCM polega na oczyszczaniu twarzy za pomocą olejów (wtedy również otwierałam oczy ze zdumienia, więc czytaj proszę dalej ;) ). Co do zasady, sugeruje się użycie mieszanki oleju rycynowego + olej bazowy, w proporcjach od 10%:90% w przypadku cery suchej, do 30%:70% w przypadku tłustej. Moja skóra oleju rycynowego nie toleruje zbyt dobrze, wiec postanowiłam przetestować wersje mono - sam olej arganowy. Pierwszy raz bałam się zmywać tusz olejem, jednak dziś już robię to bez obaw :). Najpierw rozmasowuję olejek w rękach (robi się cieplejszy, co dobrze wpływa na skórę), następnie wmasowuję go w skórę, po czym przecieram płatkiem kosmetycznym i tak aż do suchego wacika. Po oczyszczeniu nakładam na twarz bardzo ciepłą muślinową ściereczkę lub ręcznik i chwilę tak trwam :D. Po tym nakładam ponownie argan i wmasowuję go w skórę. Na koniec przykładam mokry, chłodny ręcznik. 

Rano przemywam twarz tonikiem aloesowym, cera nie jest tłusta. Po około 2 tygodniach regularnego stosowania zauważyłam zmniejszone pory, mniejszą ilość zaskórników (na chwile obecną śmiało stwierdzam, że ta metoda i ten olej pomagają mi w ich eliminacji, nawet w "te gorsze dni" nie mam niechcianych niespodzianek!) i bardziej wyrównany koloryt. Poza tym świetnie nawilża, lepiej niż Iwostin! Sam olej arganowy ma piękny zapach, niespotykany z pseudo arganowych kosmetykach; Intensywnie orzechowy, dla mnie - idealny. ;) 

Charakterystyka Naturalnego  Oleju Arganowego BIO od Etja : 

NATURALNY OLEJ ARGANOWY BIO /Argania spinosa Karnel Oil/   
Zwany marokańskim złotem jest otrzymywany ze świeżych orzechów znajdujących się w owocach drzewa arganowego, który bez obróbki chemicznej jest na zimno tłoczony. Posiada lekko pomarańczowe zabarwienie o charakterystycznym lekko gorzkawo-orzechowym zapachu. Wykorzystywany  w medycynie i kosmetyce naturalnej. Bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe około 80% głównie w linolowy omega-6 i oleinowy omega-9. Zawiera w sobie witaminę „E” zwaną witaminą piękna i młodości, której stężenie jest dwukrotnie większe niż w oliwie z oliwek. Posiada również wiele substancji czynnych, w których znajdują się grupy związków antykancerogennych takich jak: karoteny, polifenole o działaniu antyoksydacyjnym i przeciwrodnikowym, tokofer, alkohole triterpenowe, tirukallol łagodzący objawy alergii, sterole regenerujące naskórek oraz butyrospermol pielęgnujący skórę przed i po opalaniu.
PRZEZNACZENIE   
Olej arganowy przeznaczony jest dla skóry wrażliwej, suchej, dojrzałej, trądzikowej oraz w przypadkach choroby skórnej. W delikatny sposób nawilża i ujędrnia skórę poprawiając jej elastyczność. Działa przeciwzapalnie, wpływa rewitalizująco i kojąco na podrażnioną skórę. Doskonały eliksir młodości do pielęgnacji twarzy oraz starzejącej się skóry, chroni przed przedwczesnym pojawianiem się zmarszczek opóźniając procesy starzenia. Znakomicie wpływa na odżywienie i wzmocnienie włosów przywracając im naturalny blask. Sprawdza się również w pielęgnacji paznokci, zwiększając ich twardość i piękny połysk.   
źródło: http://etja.pl/glowna/1-olej-arganowy-bio.html 

Ciekawostki:


* Olej arganowy należy do najdroższych, stąd nazwa płynnego zlota. Aby wyprodukować 1 litr oleju, potrzebnych jest aż 35 kg owoców, a sam proces trwa 8 godzin. 

* Na drzewach arganii żelaznej pomieszkują kozy. Serio! Obecnie strażnicy chronią drzew podczas owocowania przed zwierzętami, by te ich nie zniszczyły. 

* Ziarna trudno otworzyć, więc... Zbiera się je wyplute przez kozy bądź... Z ich odchodów!

Jak wygląda to u Was? Jesteście fankami olejowania, OCM, a może po prostu używacie olejów na codzień zamiast kremu? 


czwartek, 10 marca 2016

Obudź swój potencjał !

Możesz żyć w świecie, który nie do końca Cię zadowala; Narzekać na polityków, argumentować dlaczego życie jest ciężkie, zazdrościć innym, że coś osiągają. Możesz żyć według już ustalonych zasad. Czy tego właśnie pragniesz? Chciałbyś coś w życiu osiągnąć, stać się "kimś", czerpać z życia profity? 



Nie wierzę w przepisy na szczęście. W ogóle szczęście jest pojęciem abstrakcyjnym, więc i niemierzalnym. Dzisiejszy post poświęcam nie celowi, a środkom. Dokładniej środkom pochodzącym z Unii Europejskiej. Jak ma się to do tematu? 

Brakuje Ci ugruntowanej wiedzy bądź chciałbyś ją poszerzyć w pewnych dziedzinach? Poszukujesz pracy, która da Ci możliwość rozwoju, pozwoli być niezależnym, poszerzy horyzonty? 

Świetnie! Ochotniczy Hufiec Pracy w Miliczu organizuje nabór osób (w wieku 18-25) do projektu pn. Obudź Swój Potencjał.


materiał: przekazany przez MCK OHP 

 Od zwykłej oferty stażu, jakich pełno w Urzędach Pracy, różni się tym, że: 

1. Najważniejszy jesteś TY. Nie liczą się statystyki, ważna jest jakość: Program ma na celu, poza aktywizacją zawodową, wydobycie z Ciebie tego, co najlepsze. Program przewiduje m.in. spotkania z wizażystą, fryzjerem, prawnikiem, doradcą zawodowym, by jak najlepiej przygotować Cię nie  tylko do rozmowy kwalifikacyjnej, ale przede wszystkim do odważnego kroku w świat. Jeśli brakuje Ci odwagi, nie do końca jesteś świadom swoich atutów lub nie do końca wiesz jak je wykorzystać - ci ludzie poświęcą swój czas na wspólną pracę nad Tobą. 

2. Ukończenie kursów doszkalających, które dadzą Ci potwierdzenie zdobycia kwalifikacji, daje Ci możliwość podjęcia pracy. Możesz skonsultować swoje pomysły z koordynatorem; Marzysz o pracy w konkretnym środowisku, firmie? Idealnie! Co dwie głowy to nie jedna! :) 3-miesięczne staże z wynagrodzeniem w wysokości około minimalnej płacy przez cały okres trwania stażu, zwroty kosztów dojazdu w czasie szkolenia, posiłki zagwarantowane przez koordynatora. 

3. Cały czas masz wsparcie. Nie jesteś zostawiony sam sobie, możesz wymieniać się doświadczeniami, obawami i pomysłami z całą grupą i koordynatorem. Kto wie, może projekt rozbudzi w Tobie przedsiębiorczość i stworzycie ciekawy startup? ;)

4. Ktoś wierzy, że sam wiesz, co Cię interesuje. Masz wybór: chcesz zostać wizażystą, pracować w księgowości, a może jako magazynier? Kursy ustalane są pod względem zapotrzebowania rynku, ale również sugestii uczestników. Poza teorią i praktyką zdobywaną podczas szkoleń, będziesz miał/a szansę wykazać się w naturalnym środowisku pracy adekwatnym do zdobytej podczas kursów wiedzy. Dzięki temu od razu weryfikujesz swoje umiejętności.

Jedno jest pewne: Najlepszym, co możesz zrobić, to pracować nad samym sobą. Jest to najlepsza inwestycja. Jeśli nie chcesz żyć według czyichś reguł, stań się tym, który je tworzy. Aby coś osiągnąć, musisz wiedzieć czego chcesz. 

*** Więcej informacji udzieli przemiły zespół osób ***
Młodzieżowe Centrum Kariery OHP
ul. Ks. Waresiaka 7, pok. 10 (I piętro) 

niedziela, 27 grudnia 2015

Moje KWC 2015

Jak co roku, w grudniu zmuszamy się do refleksji. Bardziej lub mniej świadomie staramy się podsumować ostatnie miesiące, spisujemy postanowienia noworoczne, starając utwierdzić się w przekonaniu, że „tym razem na pewno się uda”. Korzystając z okazji – życzę Wam, aby nie zabrakło Wam przede wszystkim chęci do szukania motywacji w sobie. Jesteście najlepszym materiałem, motywatorem i nauczycielem dla siebie samych!


Dzisiejszy wpis nie będzie tym z grupy umoralniających. ;) Skupię się na kosmetycznym podsumowaniu mijającego roku. Co mnie zachwyciło? O tym poniżej.

1. Ziaja Liście Manuka. Ziaja oferuje szeroką gamę produktów z tej serii. Znajdziecie w niej: pastę do głębokiego oczyszczania (na zasadzie drobnoziarnistego peelingu), krem nawilżający na dzień, krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc, żel myjący oraz żel
z malutkimi granulkami (2 w 1: żel + peeling), reduktor zmian potrądzikowych oraz tonik zwężający pory (
z aplikatorem w sprayu). 
Ceny produktów wahają się od 6 do 12 zł. Na stałe zagościła u mnie pasta, która zastąpiła mi inne peelingi, żel z granulkami zastąpił mi poprzedni, podstawowy; Sprawdza się lepiej, bo daje uczucie głębokiego oczyszczenia skóry. Do kremu mikrozłuszczającego na noc  wracam do niego co jakiś czas. Jestem z niego zadowolona, ma delikatne, ale widoczne działanie, zmniejsza widoczność przebarwień i rozpuszcza
(bo tak działają kwasy) starą warstwę naskórka.


2.  Himalaya Herbals, krem do twarzy. Szukałam godnego następcy Iwostinu Purritin, w którym zakochałam się we wrześniu, kiedy szukałam kremu niezatykającego porów. 
Moja cera wymaga stałego nawilżania, często kaprysi
i reaguje podrażnieniami na różne kosmetyki – nawet te, które dedykowane są dla cery wrażliwej. Himalaya Herbals Nourishing Skin Cream kosztuje mniej niż 5 zł,
a nie zawiera tłuszczu (co dla mnie jest atutem), zawiera zioła i aloes. Doceniony został również na Wizażu, gdzie dostał łączną notę 4,02/5, co plasuje go w czołówce. Doskonale nadaje się pod makijaż, można go stosować
i na dzień, i na noc. Kolejnym plusem jest to, że stosując go pod oczy, nie mam problemu ze łzawieniem. Skóra jest ukojona, koloryt bardziej wyrównany.  Zdecydowany faworyt, wygrał z Iwostinem po porównaniu cen, jest średnio 5 razy tańszy!


3. Dermaglin maseczka przeciwtrądzikowa na bazie zielonej glinki kambryjskiej. W składzie znajdziemy również aloes i owies, które mają właściwości nawilżające i antybakteryjne. Koi, odświeża, wyrównuje koloryt. Przy regularnym stosowaniu rzeczywiście minimalizuje powstawanie stanów zapalnych.
 Cena: 5 zł/20 g

4. Long4Lashes Oceanic odżywka do rzęs. Recenzja i efekty są już umieszczone na blogu. Spełnia marzenia o wachlarzu rzęs, nie uczula i nie rujnuje portfela. Od ponad miesiąca nie używam L4L, a wciąż słyszę pochwały dotyczące długości rzęs. Często przywiązuję się do sprawdzonych kosmetyków, ale w tym przypadku zdecydowałam się przetestować kolejną odżywkę, również opartą na bimatoproście – więcej informacji niebawem. ;)
Cena: od 49 zł do 90 zł. W zestawie świątecznym z płynem micelarnym można było dostać ją za 62 zł. 


5. Revlon Color Stay, podkład. W listopadzie dostałam w prezencie pierwszą buteleczkę tego podkładu.  Odcień 180 – strzał w 10. Długo utrzymuje się na twarzy, nie ściera, nie wysusza i nie zapycha. Nałożony gąbeczką daje naturalny efekt. Przed świętami zaopatrzyłam się w kolejną sztukę, tym razem w odcieniu 150. Wydawał mi się bardzo blady, ale w rzeczywistości pięknie dopasował się do cery, idealny dla mnie na zimę. Udało mi się go nabyć w miłej cenie 35 zł! 


6. Inglot konturówka do ust, odcień 74. Po długich poszukiwaniach udało mi się ją zdobyć! Jest to jedyna konturówka, którą używam bez obaw o karykaturalny wygląd. Po przeglądnięciu postów innych dziewczyn, doszłam do wniosku, że jest to kolor pasujący każdej blondynce. Używam jej do wypełnienia ust, nie tylko konturu. Cena około 21 zł. 



7. Pierre Rene pen eyeliner. Do złudzenia przypomina ten od Loreala. Tak samo precyzyjny, identyczny design. Na plus oczywiście cena i trwałość, Loreal szybciej wysychał, przez co był mniej wydajny. Cena około 15 zł. 


8. PAESE puder rozświetlający. Również za radą koleżanki zdecydowałam się na jego zakup. Wcześniej byłam sceptycznie nastawiona do wszystkiego, co się mieniło, świeciło i błyszczało. Na szczęście, po kilku (kilkunastu? ;)) próbach, już wiem jak się nim posługiwać. 
Nakładam go na szczyt kości policzkowych, górną powiekę oraz łuk nad ustami. Sprawdza się przy konturowaniu „na sucho”. Cena około 25 zł/15 g.



9. Equilibra Aloe Vera szampon do włosów. Hm, zdecydowanie zakochałam się w aloesie. Służy nie tylko mojej skórze, ale i włosom. Normalizuje skalp, przeciwdziała plątaniu kosmyków oraz elektryzowaniu. Cena za  250 ml to około 19 zł. Warto.




10.  Ziaja Kozie Mleko maska do włosów. Cudo! Pięknie pachnie, nawilża i dyscyplinuje włosy, nie obciąża ich. Moje panaceum na bad hair day. Cena około 6 zł/200 ml.




11.  Garnier Fructis Oleo Repair odżywka do włosów. Nadaje się też do metody OMO. Mimo ciągłego stosowania, nie zawiodła mnie ani razu. Konsystencja w sam raz (nie za gęsta, ale też nie spływa podczas nakładania), pięknie pachnie, wygładza włos, nadaje blask. Dostępna wszędzie za około 10 zł/200 ml.

           12.  Evelie Nail Therapy  8 w 1, odżywka do paznokci o  skoncentrowanym działaniu. Ma swoich przeciwników i zwolenników. U mnie sprawdziła się rewelacyjnie, dzięki niej udało mi się zapuścić pazury. Czytałam wiele negatywnych opinii o składzie, warto mieć na uwadze, że to co służy jednemu, niekoniecznie będzie Tobie. Cena: około 120 zł/12 ml. Mniej kontrowersyjną metodą wzmocnienia paznokci jest stosowanie olei. U mnie sprawdza się oliwka Babydream fur mama, która świetnie sprawdza się i do pielęgnacji skóry, włosów, jak i właśnie paznokci.

       12 miesięcy, 12 hitów. A Ciebie czym kosmetycznie zaskoczył ten rok?  

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Co nas spowalnia?

Święta za pasem, warto przyjrzeć się  temu, co towarzyszy spożywaniu pokarmów, a wiadomo – jak co roku zjemy ich dużo za dużo. Obok barszczu z uszkami, kapusty z grzybami i karpia po grecku, często do stołu zasiadają z nami:

 Zatrzymanie wody w organizmie. W ok. 70% składamy się z wody. Jest ona niezbędna do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Przykładowo, aż 80-85% objętości  mózgu stanowi woda. Jest więc niezbędna, by utrzymywać się w pełni koncentracji. Czasami niestety nadmiernie „ucieka” ona do tkanek z naczyń krwionośnych, co objawia się opuchnięciem (doskonale widać to w okolicach oczu, łydek), czujemy się ociężali, często
zmęczeni, a i waga pokazuje więcej niż powinna ;). Dorosły człowiek powinien wypijać około 2-2,5 l płynów dziennie, by nie doprowadzić do niedoborów w organizmie – jest to jeden z powodów występowania zatrzymania wody w organizmie (organizm robi zapasy). Ponadto, brak lub nadmiar niektórych mikroelementów w naszej diecie, np. sodu  wpływa na powstanie tego zjawiska, ponieważ „wiąże” wodę w tkankach. Warto ograniczyć spożywanie niektórych pokarmów (np. żółtego sera). By wyeliminować to zjawisko lub do niego nie dopuścić, należy przyjmować odpowiednią dawkę płynów, dbać o dostarczanie witamin poprzez zbilansowaną dietę, uprawiać sport. Spotkałam się również z opinią, że pomocne jest picie pokrzywy, która ma działanie moczopędne (warto uzupełniać ją skrzypem, wtedy nie wypłucze nam witamin, uważać na nią powinny też kobiety w ciąży!).

Zakwaszenie organizmu. Modne hasło, w reklamach mnóstwo specyfików działających cuda. Czym jest to zjawisko?  Ciało człowieka w różnych miejscach ma różne pH. Krew – 7,35 – 7,45. Nasz organizm musi stale regulować poziom pH, a do tego potrzebna jest pełnia sprawności organizmu.  Wszelkie odchylenia oznaczają, że w organizmie dzieje się coś podejrzanego. Odczyn kwaśny (<7,0) oznacza, że organizm nie poradził sobie ze zneutralizowaniem produktów przemiany materii, czyli pojawiają się związki kwasowe, które powiększają się. Kwasy mają wiele negatywnych cech, ponieważ w ich środowisku zostaje otwarta droga dla wielu bakterii, wirusów, poza tym przy
zakwaszeniu organizm starając się zneutralizować powstałe środowisko, zatrzymuje w organizmie wodę. Zakwaszenie organizmu, poza wzrostem wagi i obciążeniem układu trawiennego może mieć poważniejsze skutki, ponieważ może prowadzić m.in.  do miażdżycy, napięcia nerwowego,  wypadania włosów. Zakwaszenie objawia się poprzez częste problemy z żołądkiem oraz układem trawiennym, powodują wzrost złego cholesterolu, rozwój różnego rodzaju chorób grzybiczych, częstym bólem mięśni, wcześniej wspomnianymi problemami widocznymi z zewnątrz: łamliwością paznokci i włosów, pogorszeniem stanu cery i zębów (kwasy powodują próchnicę). Wiele z wymienionych stanów może się na siebie nakładać. By zminimalizować ryzyko zakwaszenia, warto włączyć do swojej diety warzywa i owoce, zwrócić uwagę czy nie spożywa się w nadmiarze białka zwierzęcego oraz cukru. Do zakwaszenia przyczyniają się również używki, o których wpływie na organizm tłumaczyć nikomu nie trzeba.  


Pół żartem, pół serio – w trzy dni nie zrujnujemy sobie organizmu, o jego sprawność dba się każdego dnia.
Życzę i sobie, i wszystkim Czytelnikom, by w nowym roku nie zabrakło nam tej systematyczności, zapału i troski o swoje zdrowie. Mam nadzieję, że wszystkie świąteczne pyszności pójdą nam w siłę! 

niedziela, 8 listopada 2015

Long4Lashes - must have ! + aktualizacja 28.12.2015 r.

Dbamy o paznokcie, o skórę, włosy, o zdrowie... A ile z nas dba o rzęsy? Codzienny makijaż, kilka warstw tuszu, demakijaż - to wszystko wpływa na ich kondycję. Marzymy o wachlarzu rzęs, zachwycamy się reklamami "500% więcej objętości" - ile w tym prawdy? Często tyle, co kot napłakał. Nie twierdzę, że nie ma mascar, które potrafią pozytywnie zaskoczyć. Mam na myśli to, że chcąc efektów na dłuższą metę, warto przyjrzeć się pielęgnacji naszych rzęs

W lutym zdecydowałam się na zakup odżywki Long4Lashes od Oceanic. Kupiłam ją w jednej z aptek za ok. 90 zł. Liczyłam przede wszystkim na wzmocnienie cebulek, nawilżenie, no i oczywiście spektakularny efekt, jaki uzyskały inne stosujące L4L dziewczyny. Podeszłam do niej nieco sceptycznie - zawiedziona brakiem działań poprzedniej odżywki (a właściwie serum L'biotici, która-poza nawilżeniem- nie zrobiła nic). Postawiłam sobie jeden cel: systematyczność. 

Co mówi producent? 

Jest to odżywka dla osób, które chcą, by ich rzęsy były: długie, grube, mocne, gęste, elastyczne, lśniące, które chcą poprawić ich kondycję, mają cienkie i krótkie rzęsy lub straciły naturalne.
"Sekretem nowego serum jest jego aktywny składnik – bimatoprost. W kosmetologii jest on obecnie uznawany za jeden z najbardziej skutecznych związków, które stymulują wzrost rzęs. Długość życia rzęs to 3 do 6 miesięcy - po tym okresie włoski wypadają. Co więcej, jedynie w 30 pierwszych dniach życia rzęs następuje ich wzrost – po tym czasie, w tak zwanej fazie stacjonarnej, rzęsa już nie rośnie. Udowodniono, że bimatoprost działa na rzęsy zarówno w pierwszej fazie – stymulując ich wzrost i zwiększając ich liczbę, jak i w drugiej fazie – przedłużając ich życie, dzięki czemu rzęs jest zawsze więcej."
Według producenta, pierwsze efekty (wzmocnienie i łatwiejsze rozczesywanie rzęs) powinny być widoczne po 3 tygodniach regularnego stosowania. Dla zaobserwowania pełnego efektu wydłużenia i zagęszczenia należy przeprowadzić pełną 6-miesięczną kurację. Po jej zakończeniu, dla podtrzymania efektu kuracji, stosować serum co drugi dzień. 

Skład: 

Aqua, Pentylene Glycol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Bimatoprost, Hydrolyzed Hyaluronate**, Pantenol, Allantoin**, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer**, Disodium Phosphate, Triethanolamine, Methylparaben, Alcohol.
*substancja nawilżająca ,*właściwości zmiekczające ,*właściwości zmiękczające,*właściwości przeciwstarzeniowe ,*łagodzi podrażnienia, wspomaga gojenie ran,*zagęszczacz,*antyoksydant ,*regulator Ph ,*konserwant

Tajemniczy bimatoprost... 

Nie jest taki straszny, jak go malują! Owiany złą sławą ze względu na zastosowanie w lekach na jaskrę. Czy to rzeczywiście minus? Dla mnie nie. Uważam, że podobnie jak w przypadku wcierek do włosów (np. Loxon 2%) zawierających kontrowersyjne składniki, znajdą się ich przeciwnicy (skutki uboczne są przewidziane w przypadku każdego produktu, niezależnie od jego przeznaczenia) i zwolennicy. Ja należę do tych drugich, u mnie nie wystąpiły niepożądane objawy, które uniemożliwiałyby mi normalne funkcjonowanie. Przez pierwsze 2 dni miałam zaczerwienione oczy, ale z własnej winy- aplikowałam zbyt dużą ilość serum, przez co dostał się do oka i je podrażnił. 

Aplikacja: 

Serum zamknięte jest w plastikowej, estetycznej buteleczce przypominającej tą od eyelinera. Napisy nie ścierają się w ekspresowym tempie. Wielokrotnie upadla mi na kafelki, nadal jest cała. ;)


Aplikator to pędzelek, za jego pomocą nakładamy serum jednym pociągnięciem tuż przy linii rzęs - identycznie jak w przypadku eyelinera. Ważne! Serum nakładamy na noc, po demakijażu i oczyszczeniu skóry. Nie nakładamy go na dolne rzęsy (sprawdziłam, nie róbcie tego!). Proste, prawda? 



Podsumowanie: 

Pierwszy miesiąc stosowania: zauważyłam, że wypadło mi parę rzęs. Jest to normalne, tak jak w przypadku stosowania preparatów przeciwdziałających wypadaniu włosów (starych, słabych nie da się zatrzymać na siłę). Nie martwcie się jednak, po około 2 miesiącach zauważyłam znaczną poprawę: mnóstwo maleńkich rzęs i to w takich miejscach, gdzie wcześniej ich nie miałam. Po 3 miesiącach zauważalny był efekt WOW!
Śmiało stwierdzam, że po 90 dniach miałam już piękny wachlarzyk rzęs




Dziś, po 9 miesiącach stosowania (z małą przerwą, zalecaną przez producenta) uważam L4L za największe odkrycie i najlepiej zainwestowane pieniądze

Listopad - zwykły tusz z najniższej półki, jedna warstwa.

Moje rzęsy są ciemniejsze, podkręcone, dłuższe i mocniejsze. Chwilami bywa to denerwujące (szczególnie, jeśli nosimy okulary ;). 




Jeśli chcecie zainwestować w to cudo- zaczekajcie do 16 listopada. Już niebawem będziecie mogli kupić je w równie zachwycającej jak efekty, cenie.
Więcej informacji niebawem na moim facebookowym profilu.

STAY TUNED ! 

                  *** *** *** *** *** *** ***
Aktualizacja 28 grudnia 2015

Minęły dwa miesiące przerwy w stosowaniu L4L. Rzęsy nie wypadają, czego bardzo się obawiałam. Traktuję je jak wcześniej, maluję zwykłym tuszem Pierre René lub Wibo, nie używam innych odżywek czy serum.
Jestem zadowolona z ich stanu, a Wy co sądzicie? Czy któraś z Was zdecydowała się na zakup?






Jak to ze mną bywa, nie wytrzymałam długo bezczynnie. Znalazłam kolejną rzecz godną przetestowania, również specyfik do rzęs. Już nie mogę doczekać się pierwszej aplikacji. ;) Zapowiada się dobrze, ale czy taką się okaże - o tym z pewnością będzie można dowiedzieć się z bloga! 







wtorek, 27 października 2015

Nie stać mnie na dietę

Nie stać mnie na dietę. Zdrowe jedzenie kosztuje fortunę! Nie mam czasu na gotowanie… I wiele innych wymówek słyszę zdecydowanie za często. Obalmy więc mity dotyczące zdrowego odżywiania!


Zdrowe jedzenie jest za drogie. Niekoniecznie. Obecne 
źródło:rafaltrabski.wordpress.com
społeczeństwo konsumenckie, jak sama nazwa wskazuje, nastawione jest na   zdobywanie wszelkiej materii. Zachowanie to nie ma usprawiedliwienia pod kątem biologicznym (nie wmówisz mi, że jeśli nie zjesz batonika, za chwilę umrzesz z głodu). Kupujemy za dużo, za często. Nie zwracamy uwagi na etykiety. Przerzucając się na zdrowe jedzenie, zaczynamy zwracać uwagę na skład, gramaturę i termin przydatności do spożycia. Zaczynamy planować swoje posiłki, więc możemy przewidzieć, ile zakupów musimy zrobić. Baczniej zaczynamy przyglądać się składom produktów, świadomie rezygnujemy z napakowanych chemią oraz zapychaczy. Efekt? Zaplanowany budżet, obcięcie kosztów na śmieciowym jedzeniu.

źródło: http://dbpoleca.barycz.pl/
W mojej miejscowości i tak nie ma zdrowych produktów. Świeże warzywa kupisz na targu, u lokalnych producentów, a może i nawet od znajomych. Zaczynając szukać, uświadamiasz sobie jak bogaty jest Twój region. W końcu co swoje, to swoje! Nie omijaj supermarketów – w nich również znajdziesz warte uwagi produkty. Płatki owsiane, żytnie, orkiszowe, razowe makarony, kasze i wiele innych. 


Nie mam czasu na przygotowywanie posiłków. Naprawdę? A na czytanie tego posta masz? ;) Moje przykładowe śniadanie zajmuje mi około 5 minut: do miski wrzucam ok. 30 g płatków owsianych, posypuję cynamonem, zalewam gorącą wodą, dolewam mleka/jogurtu naturalnego, dodaję rodzynki/żurawinę/owoc/dżem/miód i ewentualnie biały ser. Czas jest tylko wymówką. Jeśli masz problem z panowaniem zadań, zapisuj je na kartce i odhaczaj te, które już wykonałeś. Badania pokazują, że w ten sposób łatwiej jest nam się kontrolować.

Dieta jest trudna do utrzymania, kiedy żyje się w grupie. A kto powiedział, że nie? Gdyby coś było proste, miałby to każdy. I zapewne nikt nie doceniał. Jeśli podchodzisz na serio do zrzucania kilogramów, zmiany stylu żywieniowego, daj jasny komunikat swoim  domownikom, zaproś ich do wspólnego gotowania, celebrujcie obiady. Przyjemne z pożytecznym. 

Mam nadzieję, że przynajmniej jedna osoba skorzysta z tych malutkich tipów, które mi pomogły odnaleźć się w tym zwariowanym świecie. Najlepsze zmiany to te, które weszły nam już w nawyk. Żeby tak się stało, warto wprowadzać zmiany powoli, ale konsekwentnie. Metoda małych kroków pozwoli na kontrolowanie postępów i wyciąganie wniosków. Może na początek wyzwanie: Zacznij się lepiej nawadniać? :) 

Jak zaczęła się Wasza droga? Czym możecie się pochwalić, a co jeszcze przed Wami?